W Miejskim Domu Kultury można oglądać wystawę prac malarskich powstałych podczas pleneru zorganizowanego, po raz pierwszy, przez miasto Szczytno.[Szczycieński plener malarski]Zafascynowało mnie malarstwo Tamary Baczkowskiej-Urban z Warszawy (na zdjęciu).

Zafascynowało mnie malarstwo Tamary Baczkowskiej-Urban z Warszawy (na zdjęciu). Niesłychanie barwne akryle. Wręcz „szalone”Owszem odbywały się w naszym mieście letnie, artystyczne plenery, ale były to inicjatywy miejscowych stowarzyszeń i z reguły dotyczyły artystów młodych. Początkujących. Na przykład uczniów szkół naszego regionu, albo też, zorganizowany przed laty przez Towarzystwo Przyjaciół Muzeum w Szczytnie, malarski plener dla studentów architektury z warszawskiej uczelni. Tym razem przedstawiciele władz miasta zaprosili dziesięcioro twórców zawodowych, artystów o znaczącym dorobku twórczym. Bezpośrednimi organizatorami letniej imprezy są sekretarz miasta Lucjan Wołos oraz malarz (a także pisarz) Leszek Mierzejewski. Od wielu lat można było spotkać latem, w okolicy Szczytna, grupy twórcze ze sztalugami, paletami, farbami i innymi akcesoriami artysty malarza. Byli to uczestnicy corocznych plenerów organizowanych w Spychowie oraz w Czarnym Piecu. Natomiast w tym roku mieliśmy okazję obserwować mistrzów pędzla z bliska. Na ulicach naszego miasta, co mam nadzieję rozbudziło wyobraźnię potencjalnych artystów spośród miejscowej młodzieży. Ciekawie scharakteryzował mi różnicę między wymienionymi plenerami jeden z uczestników imprezy szczycieńskiej, twórca z Działdowa - Andrzej Walasek. Andrzej, znakomity artysta - absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Uniwersytetu w Olsztynie oraz Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zapraszany jest na bardzo wiele plenerów. Między innymi uczestniczył w renomowanym, mazurskim plenerze w Czarnym Piecu. Otóż jego zdaniem zlokalizowanie malarskiego zgrupowania w środku miasta znakomicie poszerza możliwości twórcze artysty. Andrzej powiedział mi mniej więcej tak: „Widzisz, kiedy mieszkasz z innymi malarzami w lesie, a dookoła masz tylko zieleń i jeziora, to malujesz te drzewa oraz wodę i... znów to samo. Tymczasem tu w Szczytnie możesz w każdej chwili przerwać ową artystyczną monotonię i namalować kawałek fajnej, miejscowej architektury”. Doskonale go rozumiem. Nasi „plenerowcy” mieszkali w Miejskim Ośrodku Sportu. Znakomita lokalizacja. Z jednej strony jezioro, z drugiej centrum miasta. Jest w czym wybierać. Przejdźmy się teraz po wystawie i zobaczmy jak poszczególni twórcy, a jest ich dziesięcioro, wykorzystali uroki miasta Szczytna i okolic. Zacznijmy od wspomnianego Andrzeja Walaska. Od razu widać, że lubi i potrafi malować architekturę. Uwiecznił nasze ruinki, wieżę, a także fragment uliczki. Luz i rozmach, co mi trochę przypomina twórczość artystów z Kazimierza Dolnego. Zupełnie inaczej potraktowała miejską architekturę Urszula Szkop z Czerwińska. Jej malarstwo, to właściwie rodzaj rysunku wykonanego pędzlem. Olejnego szkicu w pastelowych kolorach. Niby szkic, ale to złudzenie. Perfekcyjne dziełko! Bardzo sympatycznie wykorzystała architektoniczny motyw Maria Tomczyk z Jarosławia w swojej pracy „Dzieci karczmarza”. Żartobliwy, staroświecki, obrazeczek z oryginalnym, szczycieńskim podwórkiem w tle. Nawet Leszek Mierzejewski, powszechnie znany w Szczytnie miłośnik przyrody, nie oparł się architektonicznym tendencjom artystycznej grupy i oprócz niesłychanie barwnie oświetlonych, plenerowych, leśnych impresji perfekcyjnie odtworzył architektoniczne fragmenty miasta. Jednak Mazury, to Mazury. Nie architektura zdominowała plenerowe prace. Przede wszystkim przyroda. Zafascynowało mnie malarstwo Tamary Baczkowskiej-Urban z Warszawy. Niesłychanie barwne akryle. Wręcz „szalone”. Ale obok tych dużych obrazów autorka pokazała dwie karteczki z obrazkami pastelowymi. Tutaj z kolei mamy do czynienia ze spokojnym, opanowanym perfekcjonizmem najwyższej klasy. Także Sonia Tugarinowa-Grzelak z Łodzi zaprezentowała imponująco namalowane farbami akrylowymi jezioro. Znacznie trudniej zinterpretować twórczość Czesława Amsa z Przemyśla, który wykonał dwie prace abstrakcyjne. Ale, że dołączył do autorskiej kolekcji realistycznie namalowane jezioro - chapeau bas. Jezioro, to motyw chyba najbardziej mazurski. Halina Hain z Gdańska namalowała nasze szczycieńskie. Duże. Chyba jako jedyna w technice akwarelowej. Aleksander Stolicki z Lemborka także podjął ten mazurski temat w bogatych odcieniach seledynu. Bardziej pesymistycznie prezentuje się jezioro na obrazie Mieczysława Bednarskiego ze Słupska. Ale nazwa „Deszczowy plener z jeziorem” wszystko wyjaśnia. To, co napisałem o artystach nie jest żadną recenzją, czy rankingiem. Poziom wystawy jest w całości znakomity i cieszę się, że inicjatywa panów Mierzejewskiego oraz Wołosa będzie kontynuowana w przyszłych latach. Mój dzisiejszy tekst ma na celu zachętę do obejrzenia wystawy. Zapraszam. . Andrzej Symonowicz